Strony

Liberalizm jest grzechem


Marksizm – leninizm rz mnż I (oba człony odmienne), D. -u Mc Zmie blm *zmodyfikowana przez
W. I Lenina wersja marksizmu, przyjmująca, że najwyższą formą kapitalizmu jest imperializm

Liberalizm jest grzechem

chrystus_krol_Ks.dr Felix Sarda y Salvany,
Nihil Obstat, St. Luis,26.06.1899
  Imprimatur: +J. Kain, Arcybiskup St. Luis, 30.06.1899
Jak ciężkim grzechem jest liberalizm?
 Liberalizm jest grzechem śmiertelnym. Teologia katolicka uczy nas jednak, że nie wszystkie grzechy są równie ciężkie i że nawet istnieje różnica stopnia w grzechach powszednich. Istnieją także stopnie w kategorii grzechu śmiertelnego, dokładnie tak jak istnieją one w kategorii czynów chwalebnych. Ciężar grzechu określany jest przez obiekt w jaki on godzi. Bluźnierstwo na przykład, które atakuje bezpośrednio samego Boga, jest grzechem o dużo cięższym charakterze niż kradzież, która atakuje bezpośrednio człowieka. Z wyjątkiem otwartej nienawiści do Boga, która stanowi ukoronowanie wszystkich grzechów i o którą stworzenie rzadko może być obwiniane – chyba, że ktoś jest w piekle – najcięższe ze wszystkich grzechów są grzechy przeciwko wierze. Powód tego jest oczywisty. Wiara jest fundamentem porządku nadprzyrodzonego, a grzech jest grzechem o tyle o ile atakuje on ów nadprzyrodzony porządek w tym, czy innym punkcie; stąd najcięższym grzechem jest grzech atakujący ów porządek u samych jego podstaw. Niszczyć fundamenty, to niszczyć całą nadbudowę. Ścinając gałąź drzewa, nie zabijemy go, lecz przyłożenie siekiery do pnia czy korzeni jest zgubne dla jego życia. Nie rodzi ono odtąd kwiecia ni owoców. Święty Augustyn, cytowany przez świętego Tomasza, charakteryzuje grzech przeciwko wierze tymi słowy: Hoc est peccatum quo tenetur cuncta peccata „Oto grzech, w którym zawierają się wszystkie inne grzechy”.
Doktor anielski [święty Tomasz z Akwinu] wypowiada się w tej kwestii ze swoją zwykłą jasnością: „Ciężar grzechu określany jest przez dystans jaki stwarza on pomiędzy człowiekiem a Bogiem; otóż grzech przeciwko wierze oddziela człowieka od Boga tak dalece jak tylko to możliwe, ponieważ pozbawia go prawdziwej znajomości Boga; wynika stąd, że grzech przeciwko wierze jest najcięższym ze wszystkich grzechów”. Będąc po prostu nagannym pozbawieniem znajomości Boga, grzech przeciwko wierze nie ma tego samego ciężaru co bezpośredni, otwarty atak na dogmaty określone wyraźnie przez samo Objawienie boskie. W tym ostatnim wypadku grzech przeciwko wierze, sam w sobie ciężki, uzyskuje taki stopień powagi, że staje się herezją. Zawiera on wtedy w sobie całe zło niewiary, stając się otwartym protestem przeciwko naukom wiary lub otwartym poparciem dla nauczania potępianego jako fałszywe i błędne przez samą Wiarę. Prócz tego, że jest on skrajnym grzechem przeciwko wierze, towarzyszy mu zatwardziałość serca, upór i dumne stawianie własnego rozumu ponad rozumem samego Boga.
Stąd doktryny heretyckie – oraz inspirowane przez nie czyny – stanowią najcięższy ze wszystkich grzechów, z wyjątkiem otwartej nienawiści do Boga, do której zdolne są tylko demony w piekle oraz potępieńcy. A zatem liberalizm, który jest herezją, oraz wszystkie czyny liberalizmu, będące czynami heretyckimi, są najcięższymi grzechami znanymi w kodeksie prawa chrześcijańskiego.
Liberalizm jest przeto większym grzechem niż bluźnierstwo, kradzież, cudzołóstwo, zabójstwo czy jakieś inne pogwałcenie prawa Bożego, pomijając takie przypadki, w których ktoś działa w dobrej wierze, w nie-świadomości czy bezmyślnie.
Nowoczesny naturalizm nie tak wprawdzie widzi to czy rozumie. Prawo Kościoła w sprawach moralności i doktryn jest jednak niezmienne; orzeka ono dziś tak jak wczoraj, a herezja jest zawsze herezją, niezależnie od tego jaką postać przybiera. Pozory mogą być piękne, a diabeł może przedstawiać się jako anioł światłości. Niebezpieczeństwo jest tym większe im bardziej pociągający jest wygląd zewnętrzny.
Herezja nigdy jeszcze nie była tak podstępna jak pod obecną postacią liberalizmu. Jej zakres jest tak szeroki, że uderza w każdą nutę na skali dźwięków i znajduje łatwo przebranie przy swoich proteuszowych zdolnościach. Najbardziej niebezpieczną z jego podpór jest jednak powoływanie się na „szerokość umysłu”. Jest to w jego własnych oczach jego cnota kardynalna. Chełpi się on „intelektualną wolnością od dogmatyzmu”, a chełpliwość jest w rzeczywistości maską ignorancji i pychy. W spotkaniu z takim nieprzyjacielem nie wystarcza zwykła odwaga, którą trzeba zachowywać czuwając bez snu. W razie spotkania spoczywa na sumieniu katolika obowiązek stawiania oporu ze wszystkich sił duszy. Herezja i wszelkie jej czyny są grzechami; liberalizm jest korzeniem herezji, drzewem zła, w którego gałęziach znajdują pojemne schronienie wszystkie harpie niewiary; jest on dziś złem ponad wszystko co złe.
Źródło złych zasad
Protestantyzm w naturalny sposób rodzi tolerancję dla błędu. Odrzucając zasadę autorytetu w religii, nie ma on ani kryterium ani określenia wiary. Na zasadzie, że każda jednostka czy sekta może interpretować depozyt Objawienia zgodnie z orzeczeniami prywatnego osadu, rodzi on nie kończące się różnice i sprzeczności. Napędzany prawem własnej niemocy, przez brak jakiegokolwiek rozstrzygającego głosu autorytetu w sprawach wiary, zmuszony jest uznawać za ważną i prawowierną wszelką opinię wyłaniającą się ze stosowania prywatnego osądu. Dlatego ostatecznie dochodzi on, na mocy własnych założeń, do wniosku, że jedno wyznanie jest równie dobre jak inne; stara się więc osłaniać swoją niekonsekwencję fałszywym powoływaniem się na wolność sumienia. Pogląd nie jest narzucany przez prawnie i w boski sposób ustanowiony autorytet, lecz wyłania się bezpośrednio i swobodnie z nieograniczonego stosowania jednostkowego rozumu i kaprysu w sprawach Objawienia. Jednostka czy sekta dokonuje interpretacji jak jej się podoba – odrzucając lub przyjmując to co wybiera. Przyjmując tę zasadę, niewierność, pod tym samym pretekstem, odrzuca wszelkie Objawienie, a protestantyzm, dostarczywszy przesłanek, nie ma siły, by protestować przeciwko wnioskom; jasne jest bowiem, że ktoś kto pod pretekstem wolności rozumu ma prawo odrzucić dowolną część Objawienia, która może mu się nie podobać, nie potrafi logicznie spierać się z kimś kto na tej samej podstawie odrzuca całość. Jeżeli w imię wolności rozumu jedno wyznanie jest równie dobre jak inne, to pod tym samym pretekstem brak wyznania jest równie dobry co jakieś wyznanie. Zdobywając pole tym zgubnym orężem racjonalizmu, niewierność szturmowała i zdobyła sama cytadelę protestantyzmu, bezradnego wobec wroga, którego sam stworzył.
 W rezultacie stwierdzamy, że wśród ludzi w tym kraju [Hiszpania – przyp. wotiw] wyłączając oczywiście dobrze wykształconych katolików) autorytatywna i stanowczo formułowana religia doznała skrajnej katastrofy i że wierzenia religijne bądź brak wiary stały się wyłącznie kwestią opinii, w której zawsze występują zasadnicze różnice, jako że każdy może swobodnie tworzyć lub niszczyć swoje wyznanie – bądź nie uznawać żadnego wyznania.
 Taki jest główny motyw herezji stale atakującej nasze uszy, zalewającej naszą obiegową literaturę i naszą prasę. To przeciwko temu mamy mieć się stale na baczności, tym bardziej, że podstępnie atakuje ona nas na gruncie fałszywej miłości bliźniego i w imię fałszywej wolności. Nie odwołuje się ona do nas też jedynie na gruncie tolerancji religijnej.
 Zasada ta rozgałęzia się w wielu kierunkach, zapuszczając korzenie w naszym życiu domowym, obywatelskim i politycznym, którego tężyzna i zdrowie zależą od utrzymania siły religii. Religia jest bowiem więzią łączącą nas z Bogiem, źródłem i celem wszelkiego dobra; zaś niewiara, czy to praktyczna, jak w protestantyzmie, czy otwarta, jak w agnostycyzmie, rozrywa więź łączącą człowieka z Bogiem, usiłując budować społeczeństwo ludzkie na fundamencie absolutnej niezależności człowieka. Dlatego stwierdzamy, że u podstaw swojej propagandy kładzie liberalizm następujące zasady:
 1. Absolutna suwerenność jednostki w jej całkowitej niezależności od Boga i od władzy Bożej.
 2. Absolutna suwerenność społeczeństwa w jego całkowitej niezależności od wszystkiego co nie pochodzi od niego samego.
 3. Absolutna suwerenność obywatelska w zakładanym prawie narodu do stosowania własnych praw w całkowitej niezależności i przy skrajnym lekceważeniu wszelkich innych kryteriów niż wola ludu, wyrażona w głosowaniach i w większościach parlamentu.
 4. Absolutna wolność myśli w polityce, moralności i religii. Nieograniczona wolność prasy.
 Takie są podstawowe zasady liberalizmu. W założeniu absolutnej suwerenności jednostki, to jest całkowitej niezależności od Boga, znajdujemy źródło wszystkich innych zasad. Aby wyrazić je wszystkie z pomocą jednego terminu, powiemy, że w płaszczyźnie ideowej stanowią one racjonalizm czyli doktrynę absolutnej suwerenności rozumu ludzkiego. Czyni się tu z rozumu ludzkiego miarę i sumę prawdy. Stąd mamy racjonalizm indywidualny, społeczny i polityczny, zepsute źródło zasad liberalistycznych, [którymi są]: absolutna wolność kultu, zwierzchność państwa, świecka edukacja odrzucająca jakąkolwiek więź z religią, małżeństwo sankcjonowane i legalizowane wyłącznie przez państwo itd.; jednym słowem, które łączy wszystko, mamy SEKULARYZACJĘ, odmawiającą religii prawa do jakiejkolwiek czynnej ingerencji w problemy życia publicznego i prywatnego, jakie by one nie były. To prawdziwy ateizm społeczny.
 Takie jest źródło liberalizmu w płaszczyźnie ideowej; taka, w konsekwencji naszego protestanckiego i niewiernego otoczenia, jest atmosfera intelektualna, jaką stale wchłaniamy w nasze dusze. Zasady te nie pozostają też tylko w płaszczyźnie teoretycznej, utrzymując się na zawsze w sferze myśli. Ludzie nie są samymi myślicielami. Doktryny i wierzenia nieuchronnie przechodzą do działania. Dzisiejsze teoretyzowanie staje się jutrzejszym czynem, ponieważ ludzie, na mocy prawa ich natury, dają zawsze wyraz temu co myślą. Stąd też racjonalizm przybiera konkretny kształt w płaszczyźnie faktów. Znajduje on namacalny wyraz i działanie w prasie, w prawodawstwie i w życiu społecznym. Czuć nim prasę świecka, proklamującą prawie jednogłośnym krzykiem absolutny rozdział pomiędzy życiem publicznym a religią. Stał się on sloganem dziennikarstwa, a redaktor nie uznający go w swoim codziennym felietonie poczuje wkrótce ostrze publicznej dezaprobaty. W świeckim małżeństwie i w naszym prawie rozwodowym rozrywa on same korzenie społeczności domowej; w świeckiej oświacie – kardynalna zasada naszego publicznego systemu szkolnego – krzewi się w sercach przyszłych obywateli i przyszłych rodziców; w prawach obowiązkowej szkoły wbija już na wstępie klin socjalizmu; w mowie i w stosunkach życia społecznego domaga się uznania z rosnącą natarczywością; w tajnych towarzystwach, zorganizowanych w duchu niszczenia religii, a często w otwartym celu wykorzenienia katolicyzmu, zagraża naszym instytucjom, wydając kraj w ręce spiskowców, których plany i metody działania, poza polem widzenia opinii publicznej, składają się na tyranię ciemności.
 Na tysiąc sposobów zasada racjonalizmu znajduje czynny wyraz w życiu społecznym i obywatelskim i choć zróżnicowane są jej przejawy, zawsze jest w tym jedność i system sprzeciwu wobec katolicyzmu. Czy jest to zgrane czy nie, zawsze działa ona w tym samym kierunku, i każda konkretna szkolą w ramach gatunku liberalnego wyznaje ją i wprowadza w czyn – czy to w społeczeństwie, czy to w życiu domowym, czy też w polityce – znajdujemy te same zasadnicze cechy szczególne we wszystkich jej proteuszowych postaciach – sprzeciw wobec Kościoła – i zawsze stwierdzamy, że piętnuje się najżarliwszych obrońców wiary jako reakcjonistów, klerykałów, ultramontanów itd. Gdzie byśmy go nie znaleźli, jaki by nie był jego mundur, w praktycznym działaniu liberalizm oznacza zawsze wojnę z Kościołem. Czy intryguje on czy stanowi prawo, czy peroruje czy też morduje, czy zwie się Wolnością czy Rządem, Państwem, Ludzkością czy Rozumem, czy też czymkolwiek innym, jego podstawową cechą jest bezkompromisowy sprzeciw wobec Kościoła.
Liberalizm jest sam w sobie całym światem; ma on swoje hasła swoje mody, swoją sztukę, swoją literaturę, swoją dyplomację, swoje prawa, swoje spiski, swoje zasadzki. Jest on światem Lucyfera, skrywającym się w naszych czasach pod nazwą liberalizmu, w radykalnej opozycji i ustawicznej wojnie przeciwko tej społeczności jaka tworzą dzieci Boże – Kościołowi Jezusa Chrystusa.
 Liberalizm, czy to w płaszczyźnie doktrynalnej czy też w płaszczyźnie praktycznej, jest grzechem. W płaszczyźnie doktrynalnej jest on herezja i w konsekwencji grzechem śmiertelnym przeciwko wierze. W płaszczyźnie praktycznej jest grzechem przeciwko przykazaniom Bożym i kościelnym, ponieważ narusza w praktyce wszystkie przykazania. Ujmując rzecz ściślej: w płaszczyźnie doktrynalnej liberalizm uderza w same fundamenty wiary; jest on herezję radykalną i uniwersalną, ponieważ są w nim zawarte wszystkie herezje. W płaszczyźnie praktycznej jest radykalnym i uniwersalnym pogwałceniem prawa boskiego, ponieważ sankcjonuje i dopuszcza wszelkie pogwałcenia tego prawa.
 Liberalizm jest herezją w płaszczyźnie doktrynalnej, ponieważ stanowi formalne i uporczywe odrzucenie wszelkich dogmatów chrześcijańskich w ogólności. Odrzuca on wszelkie dogmaty razem wzięte i podstawia w to miejsce opinię, niezależnie od tego, czy będzie to opinia doktrynalna, czy też negująca doktrynę. W konsekwencji odrzuca on w szczególności każdą doktrynę. Gdybyśmy zbadali szczegółowo wszystkie doktryny czy dogmaty, które w obrębie liberalizmu zostały odrzucone, to stwierdzilibyśmy, że w taki czy w inny sposób odrzucono każdy dogmat chrześcijański – od dogmatu o wcieleniu po dogmat o nieomylności.
‚Niemniej jednak liberalizm sam w sobie jest dogmatyczny; właśnie w deklaracji swojego własnego podstawowego dogmatu – dogmatu absolutnej niezależności rozumu indywidualnego i społecznego odrzuca on wszystkie dogmaty chrześcijańskie w ogólności. Dogmat katolicki jest autorytatywną deklaracją prawdy stanowiącej konsekwencję Objawienia – przez jej nieomylnie ustanowionego wyraziciela [Papieża]. Zakłada to logicznie posłuszną akceptację dogmatu ze strony jednostki i społeczeństwa. Liberalizm odmawia uznania tego rozumowego posłuszeństwa i odrzuca autorytet. Deklaruje on suwerenność rozumu jednostkowego i społecznego, osadzając racjonalizm na tronie autorytetu. Nie zna dogmatów poza dogmatem pewności siebie. Dlatego jest on herezją, podstawową i zasadnicza, buntem intelektu ludzkiego przeciwko Bogu.
Wynika stąd, że liberalizm odrzuca absolutną władzę sądowniczą Jezusa Chrystusa, który jest Bogiem, nad jednostkami i nad społeczeństwem i w konsekwencji odrzuca władzę sądowniczą jaką Bóg udzielił widzialnej głowie Kościoła nad każdym wiernym i nad ogółem wiernych, niezależnie od ich stanu czy pozycji życiowej. Co więcej, odrzuca on niezbędność boskiego Objawienia i zobowiązanie każdego do przyjęcia tego Objawienia pod groźbą wiecznej zguby. Odrzuca on formalny motyw wiary, a mianowicie autorytet objawiającego się Boga, dopuszczając tyle tylko z objawionej doktryny, ile wybiera lub obejmuje w swojej ciasnej objętości. Odrzuca nieomylne magisterium Kościoła i Papieża, a w konsekwencji wszystkie nauki określone i głoszone przez ten boski autorytet. Krótko mówiąc, ustanawia siebie jako miarę i normę wiary, wykluczając w rzeczywistości w ten sposób wszelkie Objawienie. Odrzuca wszystko czego sam nie głosi. Neguje wszystko czego sam nie twierdzi. Nie będąc jednak zdolnym do stwierdzenia jakiejkolwiek prawdy poza jego własnymi granicami, odrzuca możliwość jakiejkolwiek prawdy, której nie obejmuje. Z góry wyklucza zatem objawienie prawdy przewyższającej rozum ludzki. Bóstwo Jezusa Chrystusa jest poza jego planem widzenia. Kościół jest poza jego zdolnością pojmowania. Poddanie rozumu ludzkiego słowu Chrystusa lub Jego w boski sposób ustanowionemu wyrazicielowi [Kościołowi Katolickiemu, a w szczególności Papieżowi] jest dla niego nie do zniesienia. Stanowi on przeto radykalne i uniwersalne odrzucenie wszelkiej prawdy boskiej i dogmatów chrześcijańskich, prawzór wszelkiej herezji i najwyższy bunt przeciwko władzy Boga i Jego Kościoła. Tak jak u Lucyfera, jego dewizą jest: „Nie będę służyć.”
Taka jest generalna negacja jaką wyraża liberalizm. Z radykalnego odrzucenia przezeń prawdy objawionej w ogólności wynika odrzucenie poszczególnych dogmatów, w całości lub w części (na ile okoliczności ukazują je jako przeciwne jego racjonalistycznemu osądowi). Tak na przykład odrzuca on ważność wiary poprzez chrzest, dopuszczając czy domniemując ważność jakiegoś kultu religijnego lub ich wszystkich; odrzuca on świętość małżeństwa, sankcjonując tak zwane małżeństwa cywilne; odrzuca nieomylność Biskupa Rzymu, odmawiając uznania za prawo jego oficjalnych nakazów i nauk i poddając je badaniom ze strony własnego intelektu – nie po to by przekonać się o ich prawdziwości, jak jest to uprawnione, lecz by sprawować buntowniczy sąd nad ich treścią.
 Przechodząc na płaszczyznę praktyczna, liberalizm oznacza radykalną amoralność
 Moralność wymaga normy i wskazówki dla rozumnego działania; postuluje ona hierarchię celów, a przeto porządku, w ramach którego podporządkowuje się środki celowi jaki ma być ostatecznie osiągnięty. Wymaga zatem istnienia zasady czy podstawowej normy wszelkiego działania, zgodnie z którą podmiot aktów moralnych, istota rozumna, określa swoje postępowanie i kieruje sobą dla osiągnięcia swojego celu. W płaszczyźnie moralnej tylko Rozum Wieczny może być tą zasadą czy podstawową normą działania, a tym Rozumem Wiecznym jest Bóg. W płaszczyźnie moralnej stworzony rozum, z jego zdolnością określania swojego postępowania, musi kierować się światłem Rozumu Nie Stworzonego, będącego początkiem i końcem wszechrzeczy. Zasadą czy normą moralności musi być przeto prawo nałożone na stworzenie przez Rozum Wieczny. Stąd posłuszeństwo i uległość w płaszczyźnie moralnej jest nieodłącznym warunkiem moralności. Liberalizm proklamował jednak niedorzeczna zasadę absolutnej suwerenności rozumu ludzkiego; odrzuca on wszelką rację poza sobą i stwierdza swoją niezależność w płaszczyźnie wiedzy i stąd w płaszczyźnie działania czy moralności. Mamy tu moralność bez prawa i bez porządku, co na jedno wychodzi lub, moralność, która nie jest moralnością, ponieważ moralność zakłada nie tylko ideę ukierunkowania, lecz także wymaga z natury rzeczy idei hamulców i ograniczenia pod kontrolą prawa. Liberalizm w płaszczyźnie działania jest rozwiązłością, nie uznająca żadnej zasady czy normy poza sobą.
Możemy zatem powiedzieć o liberalizmie: w płaszczyźnie idei jest on absolutnym błędem: w płaszczyźnie faktów jest absolutnym nieporządkiem. Jest on przeto w obu płaszczyznach bardzo ciężkim i śmiertelnym grzechem, albowiem grzech to bunt przeciwko Bogu, w myśli lub w czynie, to osadzanie na tronie stworzenia w miejsce Stwórcy.

Brak komentarzy: