Strony

Fragmenty objawienia Jezusa i Maryi (1934-1939r) - S.B siostra Leonia Nastał

Maryja Matka Boża
Fragmenty objawienia Jezusa i Maryi (1934-1939r) - S.B siostra Leonia Nastał
Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej
14
JEZUS: Poddaj się kierownictwu mojej Matki Niepokalanej. Nikt, tak jak Ona, nie potrafi odtworzyć w duszy moich Boskich rysów, a cała świętość duszy polega na jej upodobnieniu do Mnie. Dzieci jednej rodziny poznaje się po ich podobieństwie. I Bóg, pragnąc człowieka podnieść do godności dziecka swego, pragnie, by się stał podobny do Jego jednorodzo[20]nego Syna. Najwierniejszym obrazem Jezusa jest Matka Najświętsza. Duch Święty upodobnił Ją do Syna Bożego już w chwili Jej niepokalanego poczęcia. Ten sam Duch Święty, kształtując z Jej krwi dziewiczej najświętsze ciało Jezusa, upodobnił je do Maryi. I w duszach - dzieciach Niepokalanej - przez Maryję, kształtuje Bóg miłości podobieństwo do Jezusa, a pomnażając miłość Bożą w duszy, sprawia, że dusza wrasta niejako w Jezusa, by z Nim razem tworzyć rodzinę Ojca niebieskiego. Trzeba, by dusza poddała się działaniu Ducha Świętego, by była powolna [uległa] na każde Jego skinienie, by trwała w skupieniu, milczeniu przed Panem, naśladując Maryję, która wszystkie tajemnice dokonane w Niej przechowywała w Sercu swoim (Łk 2,19.51). O, jak Mi dobrze było przy tym Sercu przeczystym, tyle doznałem od Niej macierzyńskiej czułości, że dla mej Matki Niepokalanej niczego duszom odmówić nie mogę. Serca czyste sprawiają Mi zawsze ucztę rozkoszy, toteż z radością wchodzę do nich w Komunii Św., bo one Mi przypominają dziewięciomiesięczny pobyt w łonie mej Matki Niepokalanej. Przypominaj Mi często pieszczoty, jakimi Mnie darzyła Maryja. Dla nich zapomnę o obojętności, jakiej doznaję od wielu dusz, przyjmujących Mnie w Komunii św. niedbale i ozięble.
16
Ofiarując moją Krew Ojcu przedwiecznemu, ofiarujesz tym samym Serce mej Matki Niepokalanej, czym sprawiasz Bogu nową radość. Z krwi Jej niepokalanego Serca zostało utworzone moje Serce. – Pomyśl o godności Matki Bożej. Ojciec przedwieczny mówi o Słowie: Synem moim Ty jesteś, Jam Cię dziś zrodził (Ps 2,7). Maryja mówi również o Nim: Synem moim jesteś. Jam Cię zrodziła. Jak nikt na ziemi nie pojmie, kim jest Bóg, tak nikt nie zgłębi wielkości Matki Najświętszej. Ciesz się, że masz taką niezrównaną Matkę, która cię kocha i błogosławi ci. Maryja jest niebem Trójcy Przenajświętszej. Kiedy odmawiasz „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech”, możesz myśleć o potrójnym niebie. Pierwszym niebem jest przede wszystkim Bóg sam, który jest w niebie, tj. w samym sobie. Drugim niebem, w którym żyje Bóg, jak w żadnym stworzeniu, jest Maryja. Trzecim niebem, o którym myśleć możesz przy odmawianiu Ojcze nasz, jest twoja dusza. Jest ona niebem, bo żyje w niej Bóg - cała Trójca Przenajświętsza.
33
S.Leonia: Pewnego razu - pragnąc Panu Jezusowi sprawić miłe przyjęcie - zaprosiłam Matkę Najświętszą, by Ona zgotowała w mej duszy tron i wszystko, w czym Pan Jezus ma upodobanie, według [72] Jej gustu. Po południu tegoż dnia Pan Jezus odezwał się: Zadowolony byłem dzisiaj z przyjęcia, jakie Mi zgotowała w twej duszy moja Matka Niepokalana. Chcę ci odtąd dać moją Matkę w szczególniejszy sposób za matkę i mistrzynię życia wewnętrznego. Nie rozpoczynaj niczego w życiu wewnętrznym bez poradzenia się Jej. Twój spowiednik kocha bardzo Matkę Najświętszą - proś go, by cię nauczył, w jaki sposób ty masz okazywać Matce Bożej twoją miłość. Mój Jezu, odezwałam się wówczas, czy nie mógłbyś mnie tego nauczyć sam? - Pan Jezus odpowiedział: Nie, moje dziecko,taką ekonomię obmyśliła miłość moja, a mam w tym podwójny cel. Podoba Mi sią posłuszeństwo i pokora duszy, a spowiednik też na tym zyskuje, gdy cię poucza, bo gromadzi sobie zasługi na wieczność, które mu w niebie spłacać będę. Na twoją modlitwę zapraszaj odtąd także Matkę Najświętszą. Znowu odezwałam się: Panie Jezu, czy ta obecność Matki Najświętszej nie będzie mi przeszkadzać? Ja dotąd na modlitwie byłam tylko z Ojcem niebieskim, w Nim znajdowałam Ciebie mój Jezu i Ducha Przenajświętszego. Nie bój się - powiedział mój Mistrz - Matka Najświętsza będzie ciraczej pomagać, nie przeszkadzać. Jeżeli dotąd przychodziłaś do Ojca niebieskiego, to tylko przez Nią. To Ojciec przedwieczny daje ci Matkę swego Syna na matkę. [73] Jest to dar Jego najczulszej miłości wzglądem ciebie.
34
Moja oblubienico, proś Mnie, by dusze mej służbie oddane goręcej kochały moją Matkę Niepokalaną. One Ją kochają ale trzeba, by w ich stosunku do Matki Najświętszej było więcej serdeczności i zaufania, tak jak to ma miejsce w stosunkach dziecka do matki. Moja Matka zasługuje na to.
35
Czuję cię w sobie, bo cię ożywiam życiem Bożym. Od Ojca płynie ono, przez moje Serce i przez Serce mej Matki Niepokalanej, do twojej duszy złączonej ze Mną.
43
Córko moja, będę błogosławić waszemu zgromadzeniu, dam wam liczne i dobre powołania za nabożeństwo do mojego najsłodszego Serca i mojej Matki Niepokalanej, za pracę na niwie Kościoła. (…) Patrz na Gwiazdę - patrz na Niepokalaną, a miłość twoja czujna i wierna niech zawsze zwraca się tam, gdzie przebywa Najwyższe Dobro, Prawda i Piękno.
54
Dziękuj Ojcu przedwiecznemu za to, że raczył dać ludzkości swego Syna. Dziękuj Słowu, że raczyło przyoblec na siebie ludzkie ciało, dziękuj Duchowi Świętemu, że przysposobił to ciało z krwi Dziewicy Niepokalanej. Uwielbiaj Trójcę Przenajświętszą za stworzenie Maryi, tego najwspanialszego arcydzieła Bożego.
(…) Pójdź, moja mała siostrzyczko, zakosztuj słodyczy mleka dziewiczego mej Matki Niepokalanej. Tym nektarem żywiła Mnie Ona w mym niemowlęctwie. [117] Pragnę, by wszystkie dusze – wybrane dzieci mej Matki Najświętszej - zakosztowały tego napoju. Pragnieniu swemu czynię zadość już tu na ziemi, pojąc was Krwią moją. Mleko mej Matki przeczystej piłem w niemowlęctwie, wchłaniając je w siebie, w swoją krew, którą z miłości dla moich ukochanych zostawiłem do picia wszystkim, którzy zbliżają się do Mnie po życie.
(…) Delikatna miłość Jezusa, pamięć na Jego obecność, życie przy Sercu Matki Niepokalanej spra[120]wią, że dusza przejdzie przez życie sercem nieskalanym, jak Izraelici przeszli suchą stopą
przez Czerwone Morze (Wj 14,21n). A jeżeli dusza powierzy się całkowicie i najzupełniej Bogu i Matce Najświętszej, to nawet utrudzenia nie zazna, bo Maryja Niepokalana przeniesie niemowlę przez wzburzone fale...
68
Kiedy moi uczniowie zdjęli Mnie z krzyża, złożyli Mnie w objęcia mojej Matki Niepokalanej. I ty zaproś Ją do swojej duszy, by Mi w tobie oddała przysługą, jaką oddawała Mi wówczas, gdy [149]Mnie zdjęto z krzyża. Ale i ty pozostań, by spełnić polecenia mojej Matki Niepokalanej. Może zażąda od ciebie jakiej drobnej przysługi, a może upodoba sobie twoje serce, by w nim złożyć swój Skarb Najdroższy - a może zatrzyma cię przy sobie, by cię uczynić świadkiem mojego zmartwychwstania w duszach, za które oddałaś się na ofiarę.
Masz imię mojej Matki - słodkie to dla Mnie imię. W niebie rozbrzmiewają nieustannie hymny uwielbienia imion Jezusa i Maryi. Jest to pieśń nigdy niemilknąca, a zawsze pełna uroku. Szczęśliwa
ziemia, że na niej znane [są] także te imiona, szczęśliwe dusze, które je powtarzają z miłością, bo przez to łączą sią z niebem. Gdyby wam dane było na ziemi usłyszeć bodaj na chwilę pienia niebieskiego Jeruzalem, ziemia zmieniłaby sią wam w raj. W niebie jest ustawiczny, uszczęśliwiający zachwyt. A jednak, ilekroć o strop niebieski obiją się słowa modlitwy, zwłaszcza uwielbienie Trójcy Przenajświętszej, uwielbienie imion Jezusa i Maryi, wszyscy niebianie zdają się zapominać o rozkoszach nieba, wsłuchując się w hymny dusz nieśmiertelnych, mających niezadługo zająć dziedzictwo zgotowane im od założenia świata (Mt 25,34).
69
[151] Matka Najświętsza w życiu wewnętrznym na drodze niemowlęctwa duchowego.
Dusza, która się wybiera na górę doskonałości bez Matki Najświętszej, niedaleko zajdzie. Ustanie, a nawet w tym kawałku, który przebędzie, dozna wielkiego zmęczenia, toteż łatwo się zniechęci. Im dalej w górę, tym większe napotka trudności. Łatwo o z[a] błąkanie się w labiryncie dróg. Toteż dusze dążące do świętości powinny całym sercem przylgnąć do Matki Najświętszej, a Ona nie zawiedzie nikogo. Jeżeli Matka Najświętsza jest potrzebna w życiu wewnętrznym każdego człowieka, jest Ona niezbędna na drodze niemowlęctwa duchowego. Niemowlę bez matki to listek gnany wiatrem, to ptaszyna bez gniazdka. Napisz, że dusze, które uczują powołanie do wejścia na drogę niemowlęctwa duchowego, powinny iść za pociągiem łaski, ale pierwszą ich czynnością, pierwszym niejako aktem tego życia, niech będzie gorąca, serdeczna i szczera miłość Matki Najświętszej. Trzeba się Jej oddać całkowicie i zupełnie, bo Ona wie, co niemowlęciu jest potrzebne, a równocześnie zna upodobanie swego Syna. Trzeba zaufać Matce Najświętszej, bo Ona nikogo nie zawiedzie. Więcej Maryja wyprosić może u Boga, niż niemowlę zapragnąć jest zdolne. Niech dusza-niemowlę nie czyni nic takiego, czym mogłaby sprawić przykrość swej niebieskiej Matce, czym mogłaby Ją zasmucić. Trzeba być posłusznym dzieckiem Niepokalanej. Widziałaś nieraz matkę otoczoną liczną rodziną. Dla każdego dziecka ma [152] ona słowo pociechy czy zachęty. Obchodzi ją los każdego dziecka, a jednak najwięcej starań poświęca niemowlęciu. Najczęściej pochyla się nad jego kolebką, tuli go najbliżej swojego serca, karmi go mlekiem swoich piersi, żyje niejako dla niego, spędza całe godziny w jego towarzystwie, choć w zamian otrzymuje tylko uśmiech, spojrzenie i niezrozumiałe dla innych, ale wymowne dla niej, gaworzenie. Dziecino, jeżeli dusza chce być przedmiotem takiej czułej opieki i miłości Matki Najświętszej, niech wejdzie na drogę niemowlęctwa duchowego. Dzieciom większym matka wskazuje drogę, którą iść mają. Małe - prowadzi za rękę, a niemowlęta sama przenosi na drugi brzeg. Czyż nie jest to szczęście dla duszy? Czyż nie jest to bezpieczeństwo przylgnąć do Matki; nie odwracać nawet oczu na kamienie przydrożne, na drogę opoczystą, na zbrukaną ziemię, ale wzrok swej duszy zatopić w błękitach, wpatrywać się w słońce złagodzone blaskiem zorzy - a nade wszystko kochać, kochać bez obawy.
73
W moim niemowlęctwie najbliższym moim aniołem, który czuwał nade Mną, była moja Matka Niepokalana. Ona spełniała nade Mną wolę Bożą.
86
[Maj 1936 r.] Niepokalana. - Czy Ją kochasz, moja siostrzyczko? Musisz Matce Najświętszej sprawić jakąś specjalną przyjemność w Jej miesiącu maju. Proś spowiednika o pozwolenie na umartwienie, o którym ci już mówiłem. Jeżeli otrzymasz pozwolenie, zaniesiesz przed Jej ołtarze miły Jej Sercu kwiat umartwienia. Jeżeli nie otrzymasz pozwolenia, oddasz Jej kwiat posłuszeństwa. Maryja przyjmie je z równą miłością. Niepokalana - Ona jest Matką twoją, cieszy się, że przyjdziesz niedługo do nieba. Gdybyś wiedziała, jak Ja kocham moją Matkę Niepokalaną - jak pragnę, by moje oblubienice sprawiały Jej przyjemność. Dowody miłości Jej okazywane przyjmuję, jakby Mnie samemu były oddane. Ja sam rozbudzam w sercach dziecięcą miłość do Matki Najświętszej. Z mojej woli stało się, że najpiękniejszy w roku miesiąc maj poświęcony jest Jej czci. Dla Niej kanzony pieśni, dla Niej zieleń i kwiaty. Wszystko Jej rzucam pod stopy, bo Ona piękniejsza niż całe Jeruzalem niebieskie. Ona czystsza, doskonalsza. Niepokalana - Ona cię tak bardzo kocha, z taką troskli[l92]wością czuwa nad tobą. Oddaj sią Jej na przepadłe. Ona jest tuż przy tobie, oddaj Jej pokłon najgłębszy i kochaj Ją bardzo.
89
A jeżeli zapyta, jak znalazłam Jezusa, odpowiem, że to raczej Jezus mnie znalazł; że On aż na ziemię przyszedł mnie szukać, ale się ukrył, więc Go szukałam i znalazłam Go w Kościele. Znalazłam Go w tabernakulum, u kratek konfesjonału, w cichych łzach żalu i miłości. – Znalazłaś Mnie jeszcze, moje dziecię, na rękach Matki mojej Niepokalanej. Nie zapomnij tego powiedzieć Ojcu. Matka Najświętsza zawsze cię bardzo kochała. Wszystkie łaski, jakich ci udzieliłem, wybłagała dla ciebie Maryja. Wykorzystała Maryja moje całkowite [196] uzależnienie się od Niej w niemowlęctwie i jako Niemowlę, którym rozporządzała, oddała ci za Oblubieńca twej duszy. Pamiętasz? - na kolanach Matki byłem, kiedy ci założyłem pierścień na palec. Maryja podała ci Mnie w Pierwszej Komunii Św.; Maryja wiodła cię jako sodaliskę do Jezusa; Ona przyprowadziła cię do furty klasztornej, podała sukienkę zakonną; Ona odebrała twoje śluby i zaniosła przed oblicze Trójcy Przenajświętszej. Powiesz więc Ojcu: Znalazłam Jezusa - przez Maryję - w tabernakulum, u kratek konfesjonału, w cichych łzach żalu i miłości, znalazłam Go w samotności, w zdłużonej modlitwie, w bliźnich moich, w których widziałam żyjącego Jezusa; znalazłam Go we własnej duszy, dokąd się schronił, gdzie zamieszkał tak, że mogłam powiedzieć: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20).
96
[9 V 1936 r.] W sobotę, 9 V, w czasie majowego nabożeństwa. Pan Jezus dał mi przeżyć chwilę niebiańską, której każde wspomnienie napełnia duszę wciąż odradzającą się błogością i spokojem. Od lewej strony ołtarza zstąpiła z obłoków Matka Najświętsza, położyła na skroniach mojego spowiednika wieniec z zieleni, a w prawą rękę [włożyła] coś w rodzaju palmy. Potem ujęła w swoje [212] przecudnie piękne, jaśniejące dziwną białością dłonie jego głowę, przytuliła do siebie i powiedziała: Synu - Jam na zawsze Matką twoją. Potem wzięła lewą rękę ojca w swoją prawą dłoń, a wyciągając nieco swoją prawą rękę, wsparła ją na obłokach i powiedziała: Popatrz, jak blisko przeze Mnie do nieba, U skraju niebios widniał żywopłot świeży, zielony, ścięty równiutko, nie było go tylko w miejscu, gdzie stała Matka Najświętsza. Na żywopłocie stało wśród jasności Dzieciątko Jezus. Maryja, zwracając się do spowiednika, powiedziała: I Dzieciątko Jezus trzeba wziąć do nieba. Nie brała Go jednak sama, ale czekała, aż Go ojciec weźmie.
102
Raz, w czasie majowego nabożeństwa, uczułam żywo obecność  Matki Najświętszej w ołtarzu - ponad tabernakulum, ale nie mogłam Jej dojrzeć. Zdawała mi się być więcej duchem, otoczonym jakąś tajemniczą zasłoną. Matka Najświętsza stała na kilkuschodowym wzniesieniu z białego, lśniącego marmuru. Tuż przy Niej, po prawej stronie, klęczał ks. Radca po lewej, również tuż przy Matce Najświętszej - mój spowiednik, a na dole obydwaj księża. Na schodkach klęczały dzieci zapatrzone w Matkę Bożą i młodzież. [224] Maryja powiedziała z czułością: Chcę tu pozostać. Mam upodobanie w pracach tych kapłanów. Potem podała mojemu spowiednikowi Dzieciątko Jezus, by Je zaniósł dzieciom i młodzieży, a sama wzniosła ręce tak, jak ks. biskup podnosi je nad przystępującymi do bierzmowania, i znowu powtórzyła: Chcę tu pozostać. Byłam tym zakłopotana, toteż myślałam zmartwiona, co ja z tym zrobię. Sądziłam, że może Matka Najświętsza chce, bym taki obraz namalowała, a ja malować nie umiem. Na moje zakłopotanie Matka Najświętsza powiedziała: Ty nic nie zrobisz - powiesz o tym spowiednikowi, zapiszesz, jeżeli ci każe, i nie będziesz myśleć o tym, ale Ja chcę tu pozostać.
Moja dziecino, działanie Ducha Świętego w duszach jest bardzo delikatne. Dusze, które chcą, by Duch Święty w nich działał, powinny odnosić się do Ducha Świętego z największą delikatnością, z głęboką pokorą i miłością. Najlepiej uczyni dusza, jeżeli z dziecięcym zaufaniem powierzy się Matce Najświętszej. Ona jest Oblubienicą Ducha Świętego. Ona może wszystko dla duszy wyprosić. Duch Święty nie może niczego duszy odmówić, jeżeli za nią wstawia się Maryja. Na Jej prośby kruszy wszelkie przeszkody w życiu wewnętrznym, jeżeli zajdzie [225] tego potrzeba. Oddaj się więc Matce Niepokalanej, by cię powierzyć mogła Duchowi Świętemu.
105
Raz ujrzałam dwóch bardzo pięknych aniołów, obydwaj trzymali płonące pochodnie. Błagałam ich, by przyszli rozpalić mnie ogniem miłości Bożej, lecz oni wskazali mi na Serce Pana Jezusa i Matki Najświętszej i znikli.
121
[258] W czasie nieszpornego nabożeństwa Ojciec niebieski pozwolił mi ujrzeć swój majestat nieskończony - po Jego prawicy był Pan Jezus, Bóg-człowiek, a z lewej strony Niepokalana Matka Jezusa. Matka Najświętsza uklękła przed majestatem Ojca i prosiła: Ojcze, pozwól przyjść do domu Twego mojemu dziecku, przyjmij je do siebie. Ojciec najukochańszy popatrzył na mnie, przenikając mnie tym spojrzeniem do głębi, i zapytał: Czy jest już dostatecznie przygotowana? Czy jest już czysta? Matuchna Niepokalana popatrzyła na mnie, a ja nie wiedziałam, co powie Ojcu. Czułam się tak obrzydliwa duchowo i wstrętna; czułam, że dusza moja pełna jest plam niedoskonałości. Maryja jednak wzięła mnie w obronę. Ojcze - rzekła - zasługi Jezusa ją ubogacą. Ja okryję ją płaszczem swej niewinności - i rozpostarła swój płaszcz błękitny tak, że z nieba sięgnął aż do mnie, choć nie wiem, gdzie się znajdowałam, w jakiej przestrzeni. Po tym płaszczu Matki Bożej zbliżyłam się do Ojca, a stałam się tak maleńka jak jednoroczne niemowlę. Ze złożonymi rękami zbliżyłam się do Ojca, mówiąc, że kocham Go ponad wszystko i już przez wieczność całą kochać Go nie przestanę. Cieszyłam się chwałą Jego majestatu tak, że wyrazić tego nie potrafię. Ojciec ukrył mnie w swych objęciach, a potem pokazał mi niebian.
128
Dzisiaj, w czasie odmawiania Różańca, wzniosłam się duszą całą do Matuchny Niepokalanej. Znikły dla mnie przestrzenie. Klęczałam tuż przy Matce Bożej, wpatrując się w Jej przecudne oblicze. Oblicze to jednak było tak duchowe, że nie pamiętam i nie umiem [26] sobie odtworzyć rysów mojej Matki niebieskiej. Tkwi mi tylko w duszy widok Jej oczu promiennych, jaśniejących niepojętym blaskiem, wpatrzonych w Trójcę Przenajświętszą. Kiedy ja odmawiałam „Zdrowaś Maryjo", Matuchna Boża powtarzała: Uczynił Mi wielkie rzeczy Ten, który możny jest, i święte imię Jego (Łk 1,49). Natomiast kiedy ja odmawiałam „Chwała Ojcu", Maryja odmawiała je również. Nie widziałam, by poruszała wargami, a jednak czułam, że Ona odmawia ten akt uwielbienia Trójcy Przenajświętszej. Po drugiej stronie Matki Najświętszej ujrzałam Pana Jezusa, który od czasu do czasu powtarzał: Bądź pozdrowiona, Matko moja, pełna łaski, [27] błogosławiona między niewiastami. Błogie chwile spędziłam przy Sercu Matki Niepokalanej, ale koniec był taki, że Różańca nie skończyłam, bo kościół zamykano, musiałam iść do domu. Idąc ulicą, myślałam, że niebo całe niosę w sercu swoim.
129
Przy czwartej stacji drogi krzyżowej Pan Jezus przykuł moją duszę do siebie, jakby chciał odkryć przede mną uczucia, jakie nurtowały w Jego Sercu w chwili spotkania się z Najświętszą Jego Matką. Leonio -mówił Jezus - gdyby ciebie wydalono ze zgromadzenia, posądzając cię o straszliwe zbrodnie, gdyby wśród szyderstw i pośmiewiska prowadzono cię pod eskortą na szubienicę, a ty byś ujrzała [31]wśród tłumów kochającą cię, omdlewającą z bólu matkę, co by się działo w sercu twoim? Miałabyś jej do powiedzenia jedno zdanie - matko, ja cierpię niewinnie, jestem widocznie ofiarą za drugich. Byłoby to osłodą jej cierpień, niemniej jednak cierpiałabyś zarówno sama, jak i matka. Pomyśl teraz, ile cierpiała moja Matka Niepokalana, gdy Mnie ujrzała obarczonego krzyżem, z cierniową koroną na głowie, z twarzą zalaną potem i krwią. Słyszała moja Matka urągania i naśmiewania żołdactwa, złośliwe uwagi przechodniów, nienawistne szyderstwa Żydów. Wiedziała moja Matka, że jestem niewinny, że jestem ofiarą za ludzkość całą. Niemniej [32] jednak nowy miecz boleści przeszył Jej Serce, gdy Mnie ujrzała w takim stanie poniżenia. Cierpienia mojej matki napełniły nowym bólem moje Serce. Równocześnie jednak doznałem ulgi w uczuciu radości na widok duszy tak pięknej, tak ubogaconej przez Trójcę Przenajświętszą. Z Serca mojego wyrwał się okrzyk - warto cierpieć, choćby tylko dla wysłużenia Jej samej tych cudów łaski, jakie wzbogaciły Jej duszę. Tak więc widok przeczystej Dziewicy na mojej drodze kalwaryjskiej przynosił Mi pokrzepienie, ale i wzmożenie cierpień w uczuciach synowskich względem ukochanej i kochającej Mnie Matki.
Byłem bliski [33] omdlenia i gdyby nie pomoc Cyrenejczyka, byłbym padł po owym spotkaniu się z Matką Niepokalaną.
132
W czasie wieczornego nabożeństwa z lekkością duchową wzniosłam się do tronu Królowej Anielskiej i powiedziałam Jej na przywitanie: Matuchno moja, kocham Cię bardzo. A Maryja [49] z pobłażaniem matczynym spojrzała na mnie i rzekła - ale ty jeszcze kogoś prócz Mnie kochasz. Tak, Matuchno, kocham Ojca niebieskiego ponad wszystko. Tak pragnę przyjść do Ojca. Zaledwie przedstawiłam Matce Niepokalanej moje pragnienie, a już byłam przy Ojcu - a było to gdzieś w górze poza mną i poza przestrzeniami. Czułam się maleńka jak niemowlę.
133
[52] Zamierzałam odprawić w dniu dzisiejszym skupienie miesięczne. Pan Jezus pokrzyżował moje plany, a jednak przeczuwałam, że otrzymam od Matki Najświętszej jakąś szczególną łaskę. Było nią głębokie skupienie. A kiedy skupienie objęło całą duszę, głos wewnętrzny odezwał się: Oto Matka twoja - Królowa aniołów jest twoją Matką. Jest Ona Matką Boga i ludzi. Dla aniołów jest Panią i Królową, oni Jej dworzanami, ale nie nazywają Jej matką. Maryja zna wszystkie hierarchie aniołów i każdego z osobna - godność, moc oraz imię jego. Każdy z aniołów uważa sobie za chlubą spełniać życzenia swojej Królowej.
Nie wiem, jak to [53] wyrazić, ale ujrzałam całe zastępy aniołów otaczających Matkę Niepokalaną, a nad Jej głową unosiła się jakby korona z trzech hierarchii aniołów. Wszyscy zapatrzeni byli w Maryję z podziwem i ukorzeniem. Głos mówił: Maryja jest Królową aniołów, chociaż oni są duchami, a Ona ma ludzkie ciało. Ale to ciało jest przeczyste, uduchowione. Takie było od pierwszej chwili niepokalanego poczęcia. Nie było w nim nie tylko pożądliwości grzesznej, ale nawet cienia niedoskonałości grzechowej. Było wolne od cierpień fizycznych. Trzeba tak było, bo z tego przeczystego ciała i krwi Jej niepokalanej ukształtowane było ciało Boga-człowieka. [54] Istota ciała Jezusowego była ta sama co Maryi, bo utworzone było z Jej krwi. Godność ciała Jezusowego podnosi nieskończenie to, że ukształtowane było przez Ducha Świętego. Duch Święty był twórcą ciała Jezusowego ze względu na Jezusa - że był równocześnie Bogiem - i ze względu na Maryję, by Jej dziewictwo było nienaruszone. Ze względu na godność macierzyństwa Bożego ciało Maryi jest nieskończenie więcej święte niż duchowość aniołów. Maryja jest Królową. Wydaje rozkazy, któreaniołowie natychmiast spełniają. I nic w tym dziwnego – wszak i Jezus na ziemi był Jej poddany, a obecnie w niebie nie odrzuca żadnej prośby swej Matki Niepokalanej - prośba Maryi [55] jestobecnie Jej rozkazem.
Maryja jest Matką, Królową, a zarazem najświętszą Kapłanką. Nie dokonała, co prawda, Maryja ani jednej konsekracji, ale w Niej i przez Nią dokonał Duch Święty pierwszej boskiej konsekracji, zmieniając Jej krew, czysto ludzką, w krew Boską Jezusa. Nie zmieniła się istota tej krwi, bo krew Jezusowa musiała być krwią ludzką, by być okupem za grzechy świata, ale przez zjednoczenie osobowe Słowa stała się równocześnie krwią Boską. Maryja pierwsza złożyła w ofierze Ojcu przedwiecznemu swego Syna. Ofiarowała Go jeszcze wówczas, gdy żył w Jej łonie niepokalanym, ofiarowała Go po przyjściu na świat. Jej ręce przeczyste pierwsze podnosiły Boga-człowieka ku Ojcu - za zbawienie [56] ludzi. Zanim Maryja przytuliła do Serca Dziecię Jezus, wpierw wzniosła Je Ojcu jako ofiarę. Maryja ofiarowała Jezusa w świątyni, ofiarowała Go na Kalwarii - tam już nie własnymi rękami, ale wolą swoją i Sercem ofiarnym, zjednoczonym z ofiarą krzyżową.
Maryja jest dla kapłanów wzorem, patronką i matką. Byłoby to dla Maryi wielką pociechą, gdyby w Litanii loretańskiej dodano wezwanie „Patronko kapłanów". Dla każdego kapłana Maryja ma osobne dary i łaski. Dla niewiast, w których sercu rodzi się niekiedy ból, że nie są kapłanami, niech wystarczy to, że Maryja, aczkolwiek była Matką Boga, nie dokonała ani razu konsekracji, a Komunię św. przyjmowała z rąk św. Jana.
137
Małe [13] dzieci nie są wybredne – jedno spojrzenie, jeden uśmiech matki jest ich rozkoszą, jest szczęściem. W jednym z takich uniesień duszy, w objęciach Ojca najukochańszego, błagałam Go, by mnie ukrzyżował, a przez to upodobnił do Pana Jezusa. Czułam jednak, że proszę o łaskę niepojętą, toteż poddałam się Jego woli bez zastrzeżeń, błagając Matuchny Niepokalanej o wstawiennictwo. Wówczas, w najgłębszych tajnikach duszy, lecz jakby gdzieś na niebios szczycie, ujrzałam Matuchnę Niepokalaną. Byłam świadkiem, jak do Maryi płynęły z ziemi, ze wszystkich stron, westchnienia, prośby, jęki, łzy, żale, pragnienia. Ani jednego nie odrzuciła Maryja, ani jednego nie odłożyła na [14] później, ani o jednym nie powiedziała, że to drobnostka i nie ma się czym zajmować. Nie było u Matki Najświętszej kolejności w zajmowaniu się jakąś sprawą. Zapewne dlatego, że jest Matką Bożą, mogła naraz wszystko załatwiać. Zwracała się do Boskiego Syna i z pokorą, ale i z wpływem Matki mówiła o każdej duszy. Myślałam wówczas, że Maryja jest jakby stacją odbiorczą i nadawczą. Nie tylko wszystkie łaski przez Nią spływają na ziemię, ale także wszystkie modlitwy przez Nią wchodzą do Boga.
146
10 VIII [1936 r.] Poczucie własnej wielkiej niegodności towarzyszyło mi przez cały dzień, wypełniony [55] po brzegi pracą. W czasie modlitw wieczornych czułam, że jakaś siła przeniosła mnie do mojej Matki Niepokalanej. Zalałam się łzami przy Jej matczynym Sercu i po raz pierwszy prosiłam Matki Bożej, by mnie dzisiaj nie prowadziła do Ojca niebieskiego, boja przy Niej - Niepokalanej - pragnę łzami swoimi obmywać moją duszę. Moja dobra Matka wysłuchała mojej prośby. Zdaje mi się, że te łzy były tylko darem dobroci Bożej. Ustały z chwilą modlitw wieczornych; choćbym nawet chciała, nie potrafiłabym więcej płakać.
149
Przez cały czas tych obfitych łez trwałam przy Sercu Maryi Niepokalanej; mówić Jej co innego nie mogłam, tylko raz po raz wyrywało się z duszy błaganie: Mamo moja Niepokalana, po[66]wiedz Panu Jezusowi, że kocham Go całym sercem; [Ty] kochaj Go jeszcze więcej za mnie. W pewnym momencie Maryja spojrzała na mnie wzrokiem tak łagodnym, że to spojrzenie uszczęśliwiało mnie bardzo głęboko. Zapewne dlatego Matuchna Niepokalana pochyla się nade mną, że spowiednik polecił mi przez oktawę Wniebowzięcia jak najczęściej przebywać przy boku Matki Niepokalanej.
15 VIII [1936 r.] Od rana czułam jakąś ociężałość duchową. Ustawicznie wznosiłam myśli do Boga, a one poniewolnie [pomimo to] rozbiegały się na wszystkie strony. Skoro przyszłam do kościoła, pierwszym moim aktem było: Mój Jezu, niech się nade mną wypełni wola Twoja. Mówiłam to dlatego, [67] bo przeczuwałam, że będę cierpieć, bo cierpieniem prawdziwym są chwile, w których myśli na stałe nie przylgną do Jezusa. Tym razem stało się wprost przeciwnie. Bez żadnego wysiłku z mej strony duszą całą znalazłam się natychmiast przy boku mojej Matki Niepokalanej w chwili Jej zaśnięcia. Maryja znała chwilę swego odejścia z ziemi, toteż z miłością Matki pożegnała się z apostołami, a potem - pełna zachwytu - oddała swą duszę przeczystą Bogu. Po rozłączeniu się z ciałem. Pan Jezus, który był przy Niej duchowo obecny, wziął Jej duszę przebłogosławioną. I nie wiem, jak się to stało, ale przeżyłam to razem z Maryją tak, że Ją oprowadził po wszystkich krańcach ziemi. Ukazał Jej wszystkie miejsca, gdzie [68] ku Jej czci miały stanąć świątynie, kaplice, figury przydrożne, a przede wszystkim, gdzie miały stanąć klasztory, a w nich dusze poświęcone chwale Bożej i czci Niepokalanej. Zatrzymywała się dłużej Maryja w miejscach, gdzie miała w specjalny sposób przebywać w cudownych obrazach. Zatrzymała się z miłością w Starej Wsi. Jezus Jej powiedział, że tu będzie przede wszystkim czczona w chwale swego Wniebowzięcia, że tam przychodzić będą tłumy pielgrzymek. A potem ukazał Jej dwa klasztory, w nich tysiące dziewic. Jakże się ucieszyłam, gdy Maryja, patrząc na wszystkie, [także] i na mnie zatrzymała swój wzrok.
W towarzystwie aniołów zstąpiła także dusza Maryi do czyśćca, niosąc duszom tam cierpiącym [69] pociechę i ochłodę, a wiele z nich wyprowadziła z czyśćca, by razem z Nią mogły wejść do nieba. Dziewicze ciało Maryi pozostawało do trzeciego dnia w grobie, zapewne dlatego, że Maryja chciała się i w tym upodobnić do Boskiego swego Syna. W chwili, kiedy wniknęła w nie najświętsza dusza Maryi, stało się tak piękne, jak uwielbione ciało Jezusa po zmartwychwstaniu. Zdawało mi się, że nad grobem Maryi było niebo otwarte, a z owej przestrzeni, od nieba - zdawało mi się nieskończonej - aż do ziemi, było nieprzeliczone mnóstwo aniołów, którzy wyszli naprzeciw swojej Królowej. Maryja była pełna jasności i tak niepojęcie piękna. Przesuwała się lekko, jak promień słoneczny, poprzez chóry anielskie, [70] witając każdą hierarchię osobnym pozdrowieniem. Ale to wszystko odbyło się bardzo szybko i Maryja stanęła w obecności Trójcy Przenajświętszej, która oczekiwała na Jej przybycie. Ojciec przedwieczny odezwał się: Witaj, najmilsza Córko, w której mam upodobanie; witaj, pełna łaski, błogosławiona między niewiastami. I objął w swe objęcia Niepokalaną Dziewicę klęczącą przed Nim w pokorze, jaśniejącą niezrównanym pięknem. Wszystko Ci dałem - mówił Ojciec – dając mego Syna za Twego Syna. Teraz daję Ci chwałę, jakiej nikt dotąd i nikt potem nie osiągnie. Niewypowiedziane było przywitanie Pana Jezusa z Matką Niepokalaną. Jezus przypomniał Maryi macierzyństwo dla ludz[71]kości całej. Powiedział, że tak będzie słuchał Jej próśb w niebie, jak słuchał Jej rozkazów na ziemi, i dał Jej współudział w rządach dusz z prawami królowej i matki. Duch Święty witał Niepokalaną swoją Oblubienicę z niepojętą miłością, a potem oddał Jej w opiekę kapłanów, mówiąc: W dziele uświęcenianajwiększą rolę odgrywają kapłani przez szafowanie sakramentów świętych i przez słowo Boże - bądź im matką i patronką. Zapalę w ich sercach szczególniejszą miłość ku Tobie, by przez Ciebie otrzymywać mogli moją pomoc i światło.
Maryja ukoronowana była pięknością i chwałą niepojętą; była nieskończenie szczęśliwa i zanuciła Magnificat, którego w milczeniu słuchała cała Trójca Przenajświętsza i wszyscy niebianie. Gdy ukończyła, zaczęli śpiewać hymny powitalne aniołowie i grali przecudne preludia. Nie wiem, jak się to stało, że ja na strunach duszy grałam razem z aniołami. Szkoda, że nie jestem kompozytorem i nie mogę odtworzyć tej melodii. Wszystko to trwało w czasie jednej Mszy Św., od siódmej do siódmej i pół.
150
15 VIII [1936 r.] W czasie sumy przed duszą przesunęła się znowu słodka, przecudna postać Matki Niepokalanej, ale w innej koronie, niż Ją widziałam z rana. Zdziwiona wpatrywałam się w tę koronę i odczytałam „Polonia" - litery ułożone były z jasnych, jak gwiazdy, drogich kamieni. Maryja z majestatem królewskim błogosławiła Polskę na cztery strony, na[2]zywając ją miłym Jej Sercu królestwem.
155
30 VIII [1936 r.] W czasie trzech Mszy św. - o ósmej, dziewiątej, dziesiątej - przestawałam z moją Matką Niepokalaną. Maryja była pogrążona w kontemplacji Tajemnicy Narodzenia Pana Jezusa. Przedziwne skupienie malowało się na Jej przecudnym obliczu, oczy miała przymknięte. Kilka razy podniosła powieki i spojrzała na mnie, ale te oczy były tak pełne blasku, [25] taka głębia świętości Maryi w nich płonęła, że byłam oniemiona, nic mówić nie mogłam. Kochałam Ją i spoglądałam na Nią z uwielbieniem, a potem - idąc za wzorem mojej Matki – pogrążyłam się w myślach o maleńkim Dzieciątku Jezus.
156
31 VIII [1936 r.] Dzisiaj, w czasie Mszy Św., ujrzałam Matkę Najświętszą jako maleńkie niemowlę. Była tak niewymownie piękna i tak bardzo podobna do małego Niemowlęcia Jezus. Wszystko tchnęło w niej niepojętą czystością i świętością. Głos wewnętrzny odezwał się: Dotąd nie zastanawiałaś się nad niemowlęctwem twej Matki Niepokalanej. Odsłonię je nieco przed tobą, bo ono zawiera w sobie cechy niemowlęctwa duchowego, jakiego żądam od ciebie. Maryja Niepokalana w swym niemowlęctwie [31] miała pełne używanie rozumu. Poznawała Boga więcej niż wszyscy ludzie razem wzięci, bo poznanie Boga zależy od czystości serca, a Ona była najczystsza pomiędzy wszystkimi stworzeniami. Nie głosiła jednak Matka przeczysta nauk Mądrości Odwiecznej, ale wszystko przechowywała w Sercu swoim, bo wiedziała, że nie to jest Jej posłannictwem na ziemi, a miłość Boga zależy [polega] na najdoskonalszym pełnieniu woli Bożej we wszystkim. To święte milczenie - milczenie niemowlęctwa - zachowuje Maryja przez życie całe, nawet wówczas, gdy zamilkł na krzyżu Syn Jej Jezus. Matka Słowa Odwiecznego, [32] Matka Mądrości Nieskończonej, milczy. Bóg tego żądał od Niej, by była wzorem dusz oddanych życiu ukrytemu, by wspomagać tych, których obowiązkiem jest głoszenie słowa Bożego. Maryja pragnęła jak najprędzej oddać się Bogu nasłużbę w gronie świętych dziewic - serce Jej było tylko Bogiem zajęte - lecz nie mówi do rodziców o swym gorącym pragnieniu. Zdana na wolę Bożą czeka chwili, w której wypełnić się mają nadNią odwieczne zamiary.
Pokora Maryi w Jej niemowlęctwie jest niezgłębiona. Niczym nie zdradza na zewnątrz swej wielkości duchowej, chociaż w świetle Bożego poznania [33] wiedziała, jak wielkie rzeczy uczynił dla
Niej Bóg (Łk 1,49) - zakryta tylko była przed Nią tajemnica macierzyństwa Bożego. Jej ukrycie się przed światem, Jej zjednoczenie się z wolą Bożą, oddanie siebie wyłącznie Bogu, posłuszeństwo wobec rodziców, prostota, anielskość, pobożność, łagodność i cały szereg innych cnót, zdobiących Jej duszę niepokalaną już w niemowlęctwie, mogą być zwierciadłem, w którym przeglądać się często powinna dusza dążąca drogą niemowlęctwa duchowego. Moja Leonio, czcij niemowlęctwo twej Matki niebieskiej - zwłaszcza w czasie nowenny do Jej [34] Narodzenia.
158
15IX [1936 r.] W czasie Mszy św. o godzinie ósmej dusza moja została uniesiona gdzieś przed tron Matki Najświętszej. Nie widziałam Jej, ale czułam, że jest obecna tuż przy mnie. Głos wewnętrzny mówił:Kiedy obchodzi imieniny prezydent Polski, naród cały czci ten dzień. Są uroczyste obchody ze sztandarami, są dekoracje, pieśni. Szkoły mają wolne. Jest to jakby święto narodowe. Słusznie podwładni czczą swego władcę, obchodząc w ten sposób dzień imienin tego, który jest ich panującym. Dlaczego naród polski [41] nie obchodzi w ten sposób dnia Imienia Maryi, swojej Królowej? Tylko kapłani w swoich modłach wspominają w tym dniu imię Jej przebłogosławione lub jakaś dusza pobożna czci i wychwala Jej imię. Czemu cały naród nie spieszy z życzeniami do kochającej go Matki? Dlaczego jest obojętny w dniu Jej imienia? Prymas Polski, łącznie z biskupami i rządem, powinni się postarać u Stolicy Świętej o przywilej obchodzenia z całą uroczystością Dnia Imienia swojej Królowej. Maryja - to imię jest tak potężne. Niczego nie mogę odmówić duszy, gdy błaga w imię Maryi. Na wezwanie tego imienia pierzchają szatani - bo to imię przebłogosławione.
[42] W tej chwili w Bogu ujrzałam, jakby jasne słońce, imię Maryi, a wśród obłoków ujrzałam Niepokalaną, tchnącą przedziwną pięknością i wdziękiem. Otaczali Ją aniołowie w strojach przetykanychsłońcem i takimi odcieniami kolorów, na których wyrażenie słów mi brakuje. Skrzydła ich były przezroczyste, przetykane również promieniami, a w każdym promieniu lśniło tkane złotem imię „Maria". Dziewice, ustawione w szeregach w kornym pokłonie, przybrane były w szaty Niepokalanej - białe suknie, niebieskie płaszcze; utworzyły półkole. Matuchna Najświętsza miała podejść do każdego ze świętych z osobna. [43] Tymczasem ja skorzystałam z tej wolnej przestrzeni - podbiegłam do Matki Niepokalanej. Zdawało mi się, że święci byli zaciekawieni, co powie taka mała, ziemska istota Królowej Nieba. A ja natychmiast przypomniałam sobie wezwanie Kościoła ku czci imienia Maryi, więc odezwałam się: Niech będzie pochwalone imię Maryi Dziewicy i Matki. A potem dodałam: Kocham Cię, Matko moja, kocham Cię, Maryjo Dziewico Niepokalana, kocham Cię. Nie wiem, co się potem stało, nie wiem, jak długo byłam przy Matuchnie Najświętszej.
162
18 X [1936 r.] Spojrzenie w przepaść mej niegodności i nędzy wzbudziło w mojej duszy ból niepojęty, jak będę mogła dostać się do Ojca niebieskiego. Jego majestat nieskończony widziałam tak gdzieś bardzo daleko, a siebie [widziałam] maleńką, bardzo ubogą, nikczemną, o całą przepaść nisko. Wśród łez wznosiłam błagalne dłonie ku Ojcu - zupełnie bezradna. Wówczas u tronu Ojca niebieskiego stanęła Matka Niepokalana. Rozpostarła swój płaszcz błękitny, przetykany złotem. Opuści[59]ła go tak, że sięgał prawie do mnie. W prawej ręce trzymała piękny, perłowy różaniec. Spuszczając go do mnie - rzekła:Różaniec ułatwi ci przejście do Ojca niebieskiego. Z jakąż miłością odmawiałam wspólnie ze wszystkimi różaniec Maryi...
175
8 I [1937 r.] W drugą oktawę uroczystości Bożego Narodzenia pozwolił mi Pan Jezus przeżyć Jego pierwsze chwile w stajence betlejemskiej. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, wpatrując się w przecudną postać Niepokalanej, tulącej w swoich objęciach Boskie Dziecię. Maryja była tak uroczo piękna, że samo wpatrywanie się w Nią mogło duszę zachwycić. A ponad tym wszystkim górowała świadomość Jej wielkiej godności Matki Bożej. Zdawało mi się, że nawet Pan Jezus spoglądał na Nią z uszanowaniem, czy zachwytem, na widok Jej niepokalaności i wzniosłości cnót. Św. Józef klęczał, wielbiąc Dziecię Jezus [51] i Królowę niebios we własnej Oblubienicy, składającej w żłobie na sianie Boga-człowieka. Maryja odezwała się słowami proroka: Maluczki się nam narodził. Św. Józef dodał: I Syn Najwyższego jest nam dany (Iz 9,5). Matuchna Boża, nie spuszczając z oczu Dziecięcia, szeptała znowu w uniesieniu: Zapowiedziany w raju, oczekiwany przez wszystkie narody i pokolenia, przepowiadany przez proroków; oto leży maleńki i cichy - On taki możny i pełen chwały. Św. Józef mówił znowu: Ukochanie nasze. Bóg ojców naszych w osobie Syna przyszedł do nas. O, jak On piękny, najpiękniejszy z synów ludzkich (Ps 45,3). Zbawiciel świata. Niech Mu oddadzą hołd wszystkie stworzenia, wszystkie ludy i pokolenia (Dn 7,13-14; Ps 67,4.6). Tak upływały Matuchnie Bożej [52] i św. Józefowi chwile nocy w zachwycie, w upojeniu szczęścia i miłości. A ja cichutko klęczałam. Wreszcie ośmieliłam się odezwać: Niepokalana - spójrz - pomnij, że przez macierzyństwo Boże jesteś równocześnie Matką ludzkości i Matką moją. Matuchno – pozwól mi ucałować stopy Jezusa, którego kocham ponad wszystko. Spojrzała na mnie Matka Najświętsza - nie odrywając się wcale od szczytów kontemplacji Boga-człowieka, podała mi Jezusa. A ja, w najgłębszej pokorze, ucałowałam nóżki i rączki Jezusa, a On dawał mi głębokie poznanie tajemnicy Jego maleńkości, Jego pierwszych chwil przeżytych dla chwały najukochańszego naszego Ojca w niebie, na rozradowanie Matuchny Najświętszej, [53] św. opiekuna Józefa, dla odrodzenia ludzkości całej w Nim i przez Niego, dla zjednoczenia się z duszami czystymi i moją niegodną duszą. W czasie, kiedy ja zajęta byłam Jezusem, Matuchna Boża poprawiała siano w żłobie, św. Józef sprzątał stajenkę. A ja oddałam Niepokalanej Jezusa dopiero wówczas, gdy św. Józef dał znać, że ktoś się zbliża. Byli to pastuszkowie. Nie odeszłam ze stajenki - byłam świadkiem ich opowiadań o poselstwie anielskim, ich radości na widok Boskiej Dzieciny. Św. Józef rozmawiał więcej z pastuszkami. Matka Najświętsza milczała; podawała Dziecię Jezus do ucałowania Jego nóżek. Pan Jezus patrzał na pastuszków tak głęboko, że Jego spojrzenie zostawiło w ich duszach niezatarte ślady na całe życie.
177
7 I [1937 r.] Myślałam o Matce Najświętszej. Pan Bóg dał mi tak wiele światła do poznania Jej niepojętej godności i wielkości. A jednak równocześnie czułam, że Ona jest moją Matką, że [w] każdej chwili mogę przychodzić do Niej z ufnością dziecka, a Ona zawsze przyjmie mnie z miłością matki. O, jak gorąco kochałam Boga za Matkę Niepokalaną - za to, że Ją nam dał.
9 I [1937 r.] W czasie czytania punktów medytacji duszę moją przykuł do siebie widok Matki Najświętszej. Była jak duch, pełna niepojętej chwały, lecz zdawała się zapominać o swojej chwale, byle uszczęśliwiać świętych, toteż spoglądała na nich wzrokiem pełnym miłości, ale zarazem tak przedziwne[7]go blasku, iż mi się te oczy Niepokalanej zdawały być dwoma jasnymi słońcami. Chociaż były tylko wielkości oka i zachowały błękit Jej oczu, to jednak tyle słały na ziemię blasku, iż było jaśniej niż w południe, a ze świętych każdy czuł się otoczony tym blaskiem; każdemu zdawało się, że Maryja tylko w niego się wpatruje, uszczęśliwiając wszystkich tym przedziwnym spojrzeniem. Pomyślałam, że jak na ziemi nikt nie może powiedzieć, że słońce jaśniej świeci dla jednych niż dla drugich, tak i ze świętych nikt nie może być pozbawiony widoku Niepokalanej, Jej spojrzenia, bo oczy Jej obejmują każdą duszę i wszystkie razem. O, kiedyż będzie mi dane być przy Tobie, Matuchno Niepokalana, i razem ze świętymi pić [8] słodycz Twego spojrzenia? O Matuchno, powiedz Umiłowanemu mej duszy, jak bardzo za Nim tęsknię, niech się ulituje nad swoją najniegodniejszą służką i dzieckiem.
191
11II [ 1937 r. ] (…) Któż pojmie życie mej Matki w chwili, gdy Serce moje zaczęło bić pod Jej Sercem? Jeżeli kto, to [56] Maryja mogła w całym tego słowa znaczeniu mówić - żyję już nie Ja, żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20). Tak, żyłem w Niej, a Ona żyła we Mnie. Matka moja karmiła Mnie swoją krwią, a Ja poiłem Ją moją Bożą Krwią dającą życie. A zatem Maryja Mnie dawała życie, a Ja Jej. Dusza Maryi wznosiła się na niedoścignione wyżyny świętości w tym najbardziej tajemniczym, lecz najrzeczywistszym zjednoczeniu z Bogiem. Był to najserdeczniejszy uścisk Boga, było to jakby przejście Bóstwa z istoty Bożej w stworzenie najczystsze, najbardziej ubogacone. Druga Osoba Boska - nierozdzielna z Osobą Ojca i Ducha Świętego – zamieszkawszy cieleśnie w Maryi, napełniła Ją najwznioślejszymi łaskami, najgorętszym żarem [57] miłości. Było to zjednoczenie przechodzące wszelką miarę i pojęcie. A Maryja wszystko to przechowywała w Sercu swoim, żyła tym życiem miłości, zgubiła się w Bogu, by się w Nim odnaleźć całkiem przebóstwioną. Dusze mistyczne mogą się uciekać do Maryi, u Niej szukać oparcia, pomocy, kierownictwa, bo Ona jest Mistrzynią życia wewnętrznego.
200
12 IV [1937 r.] Odmawiałam Różaniec. Dusza moja z tęsknotą wznosiła się do Matuchny Niepokalanej. Duszę moją zachwycała Jej piękność, choć Jej nie widziałam. Z wysokości przychodziło duszy mojej takie rozumienie: [96] Ciało Niepokalanej Dziewicy było czystsze niż duchowość aniołów. Świętość i pełność łaski, jaka zdobiła Jej duszę, rozlewały się na ciało przebłogosławionej Dziewicy, bo ono od pierwszej chwili poczęcia było naczyniem wybranym, w którym zamieszkać miał Syn Boży, Słowo, druga Osoba Trójcy Przenajświętszej. Ze względu na Jego nieskończony majestat, ciało Dziewicy-Matki było najdoskonalszym arcydziełem Boga, a więc doskonalszym niż aniołowie. Zdawało mi się, że ta sama światłość, która obejmowała Boga, która była Bogiem, otaczała, a raczej przenikała ciało Niepokalanej Matki. Wobec Słońca Nieskończonej Światłości Maryja zdawała mi się być księżycem, płonącym nie [97] swoim blaskiem, ale od Słońca idącym, a przez to takim samym, jakim Ono jaśniało. Wśród tych wszystkich symboli czułam, że Maryja jest Niepokalaną Dziewicą – Matką Boga i naszą. Unosiła się tak lekko po przestrzeniach niebios jak uwielbione ciało Jezusa po zmartwychwstaniu.
Miałam już udać się na spoczynek. Posyłałam Jezusowi ostatnie westchnienia miłości. Naraz - najgłębszym tajnikom duszy uchylił się rąbek nieba. Kraina pełna piękna i szczęśliwości, pełna blasku i barw, których określić nie umiem. Z głębi, jakby z obłoków, wychyliła się słodka postać Niepokalanej. Spojrzała na mnie matczynym spojrzeniem, [98] a potem cofnęła się głębiej, a za Nią
zamknęła się brama z obłoków i błękitu utworzona. Zapragnęłam ofiary, umartwiania się. Prosiłam Pana Jezusa o łaskę doczekania dnia, w którym pragnęłam rozpocząć na nowo życie ofiary. I ufna w pomoc Jezusa zasnęłam.
202
15 IV [1937 r.] Po kilkugodzinnej, bardzo bolesnej, oschłości znalazłam się u stóp najukochańszego Ojca niebieskiego. Rozmawiałam z Nim poufnie jak mała dziecina ze swym ukochanym Ojcem. [102] W pewnej chwili, lekko jak obłok, zbliżyła się Matka Najświętsza. Pochyliła się przed Ojcem niebieskim, a potem oparła na Jego Sercu swą głowę, otoczoną królewską koroną, i patrząc w oblicze Ojca, rzekła:Ojcze, wypełnij Twoją wolę nad moim królestwem. Ojciec niebieski zapytał: Któreż Twoje królestwo, Córko umiłowana? Jesteś Królową nieba i ziemi. Maryja położyła dłoń na mapie świata. Zauważyłam, że wskazała miasto Poznań i rzekła: Polska jest moim królestwem. Syn mój [jest] Królem wszystkich narodów - z woli Twojej Jam ich Królową, lecz naród polski jest Mi szczególnie drogi. Jam jego Królową. [103] Niech będzie w nim uwielbiany i kochany Syn mój Jezus Chrystus Król. Widzenie znikło, tylko moja dusza, przedtem trapiona oschłością, odżyła nowym życiem nadprzyrodzonego szczęścia, pokoju i miłości.
209
30 IV [1937 r.] (…) Dzisiaj, po całym dniu spędzonym w bolesnej oschłości, zaczęłam wieczorem odmawiać „Pod Twoją obronę". Kiedy doszłam do słów „z Synem Twoim nas pojednaj", łzy napłynęły mi do oczu, dusza uniosła się do Matki Najświętszej z pokornym błaganiem, by nas, tj. mnie i Jezusa, pojednała z sobą; by mi Jezus przywrócił przyjaźń swoją, bo ja bez Niego nie umiem żyć. I przyszedł słodki Jezus - z jakiejś tajemniczej przestrzeni, niosąc z sobą mnóstwo pięknych kwiatów. Zbliżając się, podał mi je i rzekł: Przyjmij te kwiaty jako podarek od twego Oblubieńca Jezusa, Mój Jezu - wyszeptałam upojona szczęściem - [124] Tyś moim najmilszym kwiatem, lecz i te przyjmuję, które mi dajesz, ozdobię nimi ogród mej duszy, by ci było dobrze w niej mieszkać, byś już w niej pozostał na zawsze. Zauważyłam, że kwiaty te miały w sobie coś z duchowości, a równocześnie podobne były do naszych lilii, róż i innych ziemskich kwiatów. Utworzyły one rodzaj kielicha i otoczyły Jezusa. Tak czule obchodził się Pan Jezus ze mną, jak matka po długim niewidzeniu się z dzieckiem. Szczęście moje było głębokie, spokojne, ciche i upajające. Wszystko zawdzięczam Matce Najświętszej.
210
W czasie majowego nabożeństwa dusza moja zatopiła się w Trójcy Przenajświętszej. Czułam się upojona Bogiem. A oto w Trójcy Przenajświętszej stanęła, w niepojętej piękności, Matka Najświętsza. Duszę moją przeniknęła myśl - jeżeli mój umysł tak głęboko wtapia się w Boga, jeżeli jest Nim tak owładnięty, że już niczego poza Nim nie pragnie, [128] to jakże wielkie, jak niedościgłe musiało być zanurzenie w Bogu duszy Niepokalanej Dziewicy. Może Pan Bóg chciał mi dać poznać wielkość życia wewnętrznego Matki Najświętszej, bo mi się zdawało, że mnie skupia w Jej duszy przebłogosławionej; że okiem Jej umysłu patrzę na Boga; że Jej Sercem kocham Go; że Jej życie jest moim życiem.
Zdumiona wielkością Maryi, pytałam się, czy Ona o mnie pamięta, czy mnie kocha, czy to możliwe, by się zajmowała taką grzeszną nicością. Maryja zwróciła się do mnie z zapytaniem: Czy ty pytasz matki o to, czy ona kocha swoje niemowlę, u którego kolebki spędza długie godziny; które karmi [129] mlekiem swych piersi, nosi na rękach, darzy pieszczotami? Pytanie takie byłoby zbyteczne i śmieszne, bo fakty wymowniejszą są odpowiedzią niż słowa. Czy ty Mnie możesz pytać o to, czy Ja kocham ciebie? Ja ustawicznie czuwam nad tobą, tulę cię do mego Serca, karmię cię Ciałem mojego Syna, poję Jego Krwią, wziętą z krwi mego Serca, wstawiam się ustawicznie do Boga za tobą, a ty pytasz się o to, czy Ja kocham ciebie?
Nasunęła mi się jeszcze myśl - jak Matka Najświętsza może mnie ustawicznie widzieć, wszak Ona nie jest Bogiem wszystko widzącym, a tyle dusz zwraca się ustawicznie do Niej. Zdawało mi się, że znowu wzrokiem Matki [130] Najświętszej patrzę w Boga, w którym odbijały się ustawicznie najlżejsze poruszenia serc ludzkich i jakoś były mi znane - ale tylko na moment jeden. A wzrok Maryi utkwiony był w Bogu ustawicznie, stąd ta Jej znajomość każdego westchnienia dusz ludzkich. Jednym aktem prośby poleciłam Matuchnie mojej wszystkich, których znałam, a osobno poprosiłam Ją o łaski dla mojego spowiednika. Z miłością macierzyńską uczyniła Maryja znak krzyża, błogosławiąc mu. A potem złożyła swą dłoń na jego skroni i rzekła: On o Mnie dzisiaj mówi do moich dzieci. Kocham go i błogosławię mu - i znikła. Teraz przypomnia[13l]łam sobie, że zaczął dzisiaj dawać rekolekcje sodalicji. Szczęśliwa się czułam, że przestawałam z Matuchną Niepokalaną tak blisko, a zwłaszcza zdawało mi się, że każdorazowe zanurzenie duszy w Trójcy Przenajświętszej dziwnie mnie z Bogiem jednoczy; że duszę przeistacza, przemienia, czyniąc ją Bożą.
215
W uroczystość Bożego Narodzenia Pan Jezus mówił: Mam ci sprawiać gody? Córko, Ja zawsze jestem z tobą i ty zawsze jesteś ze Mną. Zrozumiałam, co [4] Pan Jezus chce przez to powiedzieć, toteż powiedziałam: Mój Jezu, ja chcę tego, co i Ty. Trwałam w największym skupieniu duszy przy Nim i byłam szczęśliwa. Myślałam, że w okresie Świąt będzie tak samo. Tymczasem dzisiaj Pan Jezus uczynił coś, czego się nie spodziewałam. Wprowadził mnie do stajenki. Była czyściutko umieciona. Cisza w niej panowała głęboka. Św. Józef spał, a Maryja klęczała pełna zachwytu miłości. Wpatrywałam się w Nią z rosnącą wciąż radością i myślałam - jakżeś szczęśliwa, Panienko Niepokalana, choć tak uboga jesteś. Szczęśliwsza od wszystkich matek ziemskich, od królowych i księżniczek, choć one w pałacach, a Ty w stajni, wśród dwojga bydląt. Tak byłam zajęta Matką Niepokalaną, że ani [się] spostrzegłam, kiedy Maryja skierowała pierwszy swój wzrok na Bożą Dziecinę, która leżała na Jej szatach, u Jej kolan. Dostrzegłam spojrzenie Dziecięcia skierowane na swą Matkę. Tak wymowne było to spojrzenie, spojrzenie Wcielonego Boga, wszystkowiedzącego. Ponieważ w tym samym dniu Pan Jezus mi ukazał [5] królewski swój majestat, zdumienie moje [tym] spotęgowane, wyrwało mi z serca pytanie: Więc to stajnia dla Twego majestatu w chwili narodzenia? O, jakbym chciała dać Ci złotą kolebkę, najpiękniejsze mieszkanie, najwygodniejsze posłanie. Jezus zapłakał. Serce Jego doznało przedziwnego bólu, że ludzie nie przyjęli Go do domów swoich. Mnie udzielił się ten ból. Cierpiałam bardzo. Zdawało mi się, że jestem w Sercu Pana Jezusa i czuję to, co On czuł. Wiedziałam przy tym, że Boże Dziecię ma świadomość, że samo wybrało stajenkę na miejsce swojego narodzenia. Pan Jezus do mnie nie mówił, ale dawał mi uczestnictwo w najgłębszych tajnikach myśli i uczuć swoich. W duszę Maryi wlał Pan Jezus najobfitsze poznanie Jej godności macierzyństwa Bożego i płynące stąd upojenie szczęścia. Maryja wzięła na ręce swoją Dziecinę, przytuliła do Serca, okryła płaszczem, wielbiąc w swym Synku majestat Boży. Matuchno - wyszeptałam - ucałuj ode mnie Boże Dziecię. Ucałowała, a potem rzekła: Pójdź i ty ucałuj, ty jesteś także moim [6] dzieckiem przez Jezusa, Zbliżyłam się na klęczkach. Ucałowałam nóżki i rączki Jezusa - piękne, bieluchne i przedziwnie miłe. Matka Najświętsza zbudziła św. Józefa słowami: Józefie,Maluczki sią nam narodził. Syn Najwyższego jest nam dany"(Iz 9,5). Józef święty zbliżył się z pokorą. Klęcząc, wielbił Boga w Synu jego Oblubienicy. Ucałował stopy i rączki Dzieciny i poszedł przygotować żłóbek, usłać go siankiem. Maryja tymczasem owinęła swoją Dziecinę w pieluszki i złożyła, uśpioną, do żłóbka. Obydwoje ze św. Józefem uklękli przy żłóbku, a serca ich pełne były szczęścia, miłości i uniesienia. Przeżywałam wszystko razem z nimi. Adorowałam Pana Jezusa, kochałam Go tak bardzo, że nie wiem nawet, co się potem stało. Zdaje mi się, że niedługo po ułożeniu Dzieciątka do żłóbka, przyszli pasterze. Przyszło ich tylu, że napełnili całą stajenkę. Oświadczyli zaraz u wejścia, że idą złożyć hołd Zbawcy narodzonemu i natychmiast uklękli, wielbiąc głośno Boga, że spełnił obietnicę daną prorokom. W stajence tliło się liche tylko [7] światełko, ale oto w żłobie leżał Ten, który jest Światłością świata. Dziecię Boże otaczała tak miła jasność, a w twarzyczce Jego było tyle nadziemskiego piękna, że pasterze wpatrywali się z zachwytem w rysy i śliczną biel Dzieciny. Kiedy już wynurzyli uczucia swoich serc, zaczęli opowiadać o widzeniu aniołów, o poselstwie z nieba danym. Każdy dorzucał coś od siebie. Więcej pytań zadawał im Św. Józef Maryja słuchała opowiadania w milczeniu. A ja cieszyłam się chwałą Boga, objawioną prostym pastuszkom. Przeżycie całe uszczęśliwiało mnie przeogromnie, najwięcej dlatego, że miałam uczestnictwo w myślach i uczuciach zarówno Bożej Dzieciny, jak i Matki Najświętszej. Niech będzie za wszystko Bóg uwielbiony.
29 XII [1938 r.] Dzisiaj Pan Jezus dał mi znowu udział w szczęściu, jakim napełnione było Serce Matki Najświętszej w chwili, gdy po raz pierwszy wzięła na swoje ręce Boską Dziecinę. Oblicze Maryi tchnęło takim uduchowieniem, w oczach Jej było tyle blasku i ognia miłości Bożej, [8] iż mi się zdawała być raczej Serafinem niż człowiekiem, a jednak czułam, że Ona jest Matką moją. Pan Jezus - Dziecię - tulił się do Niej z największą serdecznością i miłością. Zdawało mi się, że ten sam strumień radości, który przepływał przez duszę i Serce Maryi, zalewał równocześnie moją duszę.
219
Za każdy, nawet najmniejszy, akt posłuszeństwa Ja płacić będę wiecznie. Każdy akt posłuszeństwa wyciska w duszy nowy rys podobieństwa do Jezusa, który był posłuszny swoim stworzeniom - Maryi i Józefowi. Podwładni w zakonie są w takim szczęśliwym położeniu, [15] że bezpłatnie mogą gromadzić skarby posłuszeństwa i wzbogacać nimi swoją duszę.
Córko, niech Maryja będzie dla ciebie wzorem posłuszeństwa. Maryja czyni to, czego od Niej żąda Bóg. Ona w Nim żyje, od Niego czeka rozporządzeń, a skoro je pozna, poddaje się im natychmiast. Kiedy została Matką Bożą, miała w swej duszy głębię świadomości odebranej łaski i najwyższej godności. Mogła zatopić się w kontemplacji Boga żyjącego w Niej. A jednak Maryja spieszy do św. Elżbiety, otrzymawszy natchnienie od Ducha Świętego, by oddać przysługę bliźniemu. Jak wielką ceną w obliczu Boga mają te drobne akty miłości bliźniego, te drobne akty posłuszeństwa natchnieniom Bożym. Przez wierność tym drobiazgom dochodzi się do rzeczy wielkich. Okruchami nasycić można niekiedy głód. Kto jest wiernie posłuszny, idzie drogą pewną.

---------------------------------------------------------------------

Źródło: "Uwierzyłam Miłości, Dziennik duchowy i wybór listów" – s. Leonia Nastał – WAM, Kraków 2010

Brak komentarzy: